niedziela, 8 kwietnia 2012

Część I Rapsodia uczuć Rodział I Bronka


   Wonny, rozsłoneczniony, w szmaragdach zieleni i bieli kwiatów maj. Przeróżną melodią głosów śpiewają ptaszęta, brzęczą żuki, cykają koniki polne, rechoczą żaby, unoszą się barwne motyle. Nad ruczajem płynącym krętym łożyskiem wśród kalin, głogów, brzóz i olszyny, rozbrzmiewają chóralne trele słowicze. A słońce z lazurów nieba śmieje się do swej oblubienicy Ziemi i złoci ją cudnie promieniami.
  Bronka idzie polną dróżką pomiędzy jeziorem i niwą. Ma bujne włosy o trzech kolorach: kasztanu, brązu i miedzi, spadające w zwichrzonych kędziorkach na czoło i boki twarzy: oczy seladynowe kształtu migdałów ocienione czarnymi rzęsami i z silnym rysunkiem ciemnych brwi. Więcej jak średniego wzrostu, przepysznie zbudowana.
  Sukienka z domowego płótna białego, szeroko wycięta w ramionach, gorsie i plecach. Nogi bose, ręce do ramion obnażone. Przed nią biegnie popielata w czarne łatki taksica, z żółtymi łapkami i białym podgardlem.
  Przy tej polnej drodze na skraju lasu nad jeziorem leży ogromny kamień omszały, otoczony grupą starych brzóz. Ten kamień to ulubione miejsce odpoczynku i dumań Bronki. I teraz usadowiła się na nim wygodnie w pół-leżącej pozie z wierną psiną przy nogach i podparłszy głowę na ręce, patrzyła przed siebie w zadumie.
  U stóp jej roztacza się jezioro mieniące się szafirem, srebrem i złotem, odzwierciedlając malowniczo swe brzegi. Na tle wysokich jakby gaj wodny trzcin, w niewielkiej czarno pomalowanej łódce siedzi z wędką staruszek białobrody w siwej polskiej czamarze i słomianej panamie. To ojciec Bronki Antoni.
  Po tamtej stronie jeziora stoi na wzgórzu dworek szlachecki pośród starych drzew i z dużym sadem bielejącym majowym kwieciem. Za Bronką od wschodu ciągną się uprawne pola z małymi gaikami i grupami drzew. A od południa zielona dolina przecięta srebrną wstęgą rzeczki Gelindy. Ten ruczaj przepływa to jezioro i niesie kryształowe swoje wody do pobliskiej rzeki Akmeny. Od północy ciemnieje ogromny bór sosnowy, szumiący smętnie i tajemniczo.
  Spogląda Bronka na te cuda majowej przyrody, na te zieleni, kwiaty i błękity - na ten świat promieniejący radością życia, patrzy i duma.
  "Czar i oś życia świata całego jest miłość. Tchnie tą miłością przyroda wszelka. Ziemia jest oblubienicą słońca. Wiosna - maj i czerwiec to żar największej miłości słońca ku ziemi. Pieści, całuje i tuli ją promieniami swymi. Wówczas przyroda jest najpiękniejsza i ewoluje radością życia. Miłość wzywają kukułki i wszystkie ptaszęta. Do miłości otwierają się kwiatów kielichy. Miłość rozmnaża ludzkość i wszelkie żyjące stworzenia.
  Bóg przez miłość stworzył człowieka obdarzając go intelektem od wszystkich istot ziemskich najwyższym rozumem, aby ten człowiek rozumiał piękno świata, kochał ten świat i uwielbiał Boga - Stworzyciela. A Chrystus? - Przecież to upostaciowione miłosierdzie Boskie, ale nie przyszedł z obłoków, lecz łona Panny Maryi, która przez swą niezwykłą miłość do Boga stała się godną być matką Syna Bożego.
  Polityka, idea, literatura, sztuka, nauka - tworzą wtedy geniuszów, gdy wielkie uczucia są pobudką".

A ona?! ... Już za cztery miesiące skończy 21 rok, a jeszcze nie przeżyła czaru miłości, chociaż powodzenie u młodzieży ma chyba największe z wszystkich panien w Żemajtiji. Powiadają mężczyźni, że nie tylko jest ładna, lecz i ciekawsza od innych bujną fantaziją.
- Cóż z tego?! - Nie ma jednakże takiego któregoby mogła pokochać. Wszyscy jacyś szablonowi, przeciętni, pospolici, tak jeden do drugiego podobni psychicznie! Jej ukochany jest tylko mitem fantazji. Tego kochanka w marzeniu kocha namiętnie, nostalgicznie. Układa o nim wiersze i pieśni. Teraz od niejakiegoś czasu coraz więcej zaczyna ją nudzić ten kochanek - mara. Ona pragnie miłości w życiu rzeczywistym. I pod naciskiem tęsknoty za tym czarem uczuć, który miłością zowiemy zaczęła improwizować wiersz:

"O! Miłości! Miłości! Ty cudna!
Z mych marzeń promiennych wyśniona!
Ty jak tęcza barwami złudna!
Przyjdź do mnie! Dusza spragniona
Na skrzydłach tęsknoty ku tobie mknie...

O! Przyjdź do mnie w noc gwiaździstą,
Z cichym zefiru powiewem,
z tą mgłą ulotną srebrzystą
i słodkim słowika śpiewem.
Miłości, miłości! Przyjdź - ucałuj mnie!

I porwij w swoje ramiona
istotę mą tęskną, marzącą
i przytul do swego łona
śpiewaj poezją pieśń tchnącą!
Niech mię - ach nieś! - w ten złudzeń kraj...

Ty unieś mię w ten czarowny
świat marzeń, złud, ideału!...
W ten kraj ducha tak cudowny,
poezji rozkoszy i szału-
w ten niby z bajki zaklęty raj!...

  A jak zrealizować to marzenie, gdy horyzont jej życia zamyka się  jeno w kilku powiatach Żemajtiji? Och! Świat... Podróże... Zagranice!... Niestety! Nie ma na to środków materialnych.
Żeby tak być artystką, najciekawszą młodzież miałaby u stóp swoich, a ileż wrażeń, triumfu, sławy, blasku!...
  Artystką być sceniczną - to nudne, zależność od dyrektora, stałe miejsce przy jakimś teatrze, wielka rywalizacja. Ale być śpiewaczką koncertową, artystką filmową lub baletnicą, wtedy swoboda, podróże i życie!...
  Zerwała się z kamienia, pomknęła za ścianę gąszczu nadbrzeżnego, żeby ojciec z łódki nie widział co robi i nucąc walca jęła tańczyć wykonując różne ruchy plastyczne. Łąka zamieniła się na estradę, grupy drzew na zachwyconą publiczność. Tańczy i tańczy, nucąc różne walcowe melodie. A Tina biega za nią podskakując z radosnym szczekaniem, domyślając się, że młoda jej pani bawi się. Artystka - baletnica - to jej najgorętszym było marzeniem, ale konserwatywny ojciec nawet mówić o tym nie chciał, twierdząc iż wszystkie artystki sceniczne "to dominantki złotej młodzieży".
  Tupot kopyt końskich. Klacz czerwonokasztanowata z bujną, czarną grzywą, czarnym, długim ogonem i białą strzałką na czole małej główki zarżała przy niej.

- Herolingo moja, a ty jak się tu dostałaś?! O, zwolniłaś się z pętów! To mi historia!! - Przez ciebie muszę wracać do domu, aby acannę zaprowadzić do sadu, bo tu pójdziesz do boru i zginiesz.

  Głaszcze piękną głowę ulubionej klaczy, klepie szyję w łuk wygiętą.
Przecież ta klacz to jej wychowanka. Bronka miała 10 lat, gdy Herolinga z łona matki wyjrzała na świat Boży. Papa wtedy powiedział, że to źrebię jest jej własnością, niech wyhoduje sobie. Bronka całemi godzinami bawiła się z małą Herolingą: nosiła jej owoce, chleb, bułki, cukier. Klaczka tak znała swoją młodziutką wychowawczynię, że biegła z daleka na jej spotkanie rżąc radośnie i znała imię swoje jak pies. I teraz Bronka jest jej opiekunką i karmicielką. Sama ją czyści, czesze, kąpie, zaprzęga i odprzęga, bo ojciec Bronki majątek wydzierżawił i wobec tego nie mają żadnej czeladzi oprócz jednej pomocy domowej, która służy u nich 30 lat.
  Za swoją tkliwą opiekę ma Bronka w Herolindze świetnego wierzchowca do konnej jazdy, a to jej sport ulubiony, jako amazonka słynie w Żemajtiji.
- Co teraz z nią robić, że się zwolniła z pęt i w dodatku te pęta zgubiła?
  Bronce nie chce się wracać do domu dla spętania Herolingi, teraz to ta pora dnia, w które odbywa dalekie przechadzki. A te długie samotne spacery to drugie życie Bronki. Ona ma dwa światy: realny i fantastyczny. Właśnie, błądząc jedna pośród malowniczej i melancholijnej przyrody swoich Pogelind, buja w tym świecie drugim - świecie bujnej fantazji. To jest jej nałogowa namiętność rozbujała jeszcze z dziecinnych lat. Będąc dzieckiem biegała po polach i opowiadała sobie niezliczone bajki wysnute z własnej mózgownicy. Książki, pamiętniki, spacery i Herolinga - oto robota jej dnia powszedniego. Nawet jej pończoszki czy bieliznę reperowały służebnica Magdalena lub Mamusia. Wyręczała tylko ojca w załatwianiu spraw z urzędami i od czasu do czasu objeżdżała konno las swój uzbrojona w broń palną. Za ten nadzór lasu Papo jej płacił pobory gajowego.
  Teraz Bronka myśli chwilę jak poradzić z tą pętą zgubioną, żeby nie wracać do domu.
- Już, mam! ... Zawołała do siebie głośno.
  Ściągnęła z ud płócienne majteczki, zwinęła je w pytkę i szybko, umiejętnie spętała przednie nogi klaczy. Potem zagłębiła się w las cienistą, wąską drogą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz